o tych bliższych i daszych podróżach

motocyklem przez życie – karolina frytarda dudzik

Nietypowa recenzja, nietypowej książki – „Droga do Marynarza” Karina Kończewska

102_4542_resize

Już dawno zostałam poproszona o recenzję. Jednak książka wcześniej trafiła wprost do mojej mamy, która, no cóż, też jest żoną marynarza, więc już sam tytuł zachęcił ją do zerknięcia w środek! Później książka trafiła do mnie i… oto po otwarciu otrzymałam to, czego oczekiwałam! Książkę o moim ulubionym temacie! O podróży. Jednak nie takiej zwykłej podróży w jakiś rejon świata. O tej z najpiękniejszych podróży… O podróży przez życie. Przez życie ciężkie i niekoniecznie usłane różami.

Od początku…

…postąpiłam zgodnie z zaleceniami autorki, czyli usiadłam wygodnie z zaparzoną kawą, z książką w ręce. I już po pierwszym rozdziale wychyliłam się zza literek zerknąć, czy Karina nie siedzi gdzieś obok i po prostu nie opowiada. Bo właśnie tak czyta się jej historię! Wiele razy zadawałam pytania, czasem na głos, zastanawiając się, czy na kolejnych stronach znajdę odpowiedź.

Przeczytałam opowieść o początkach problemów ze zdrowiem, o trudnym, odrobinę smutnym dzieciństwie, jednocześnie wspomniałam swoje, ubolewając nad brakiem dialogu. O beznadziejności systemu lekarskiego, o różnych lekarzach i cudach medycznych, trochę o Bogu aż po spełnienie… ukochaną miłość. O innych, niezliczonych wątkach, na pewno nietypowego, choć też na swój sposób zwariowanego życia. Dotarłam do końca tekstu i otrzymałam zdjęcia, które są także ważnym elementem całości. Po całkowitym przeczytaniu zerknęłam jeszcze raz, czy Karina gdzieś się nie schowała w moim domu. Bo i ja chciałabym opowiedzieć swoją historię. Niestety Kariny nigdzie nie zlazłam, ale… książka „Droga do Marynarza” nie dawała spokoju. Zaczęły się przemyślenia!

Drugie dno

Bo gdyby chorobę Kariny potraktować jako symbol? Każdy znajdzie w niej inspiracje dla siebie. Zastanowi się nad absurdem wszechobecnym we własnym życiu. O problemach, generowanych z… niczego. Bo czym jest awantura o brudne naczynia, 10 minutowe spóźnienie na bardzo ważne spotkanie, czy kolejny dzień spędzony z frustrującym szefem, wyżywającym się właśnie na mnie? W porównaniu z chorobą, której obecności nie życzyliśmy sobie w naszym życiu? Naczynia można umyć, nad spóźnieniem można popracować i więcej tego nie robić, szefa przy odrobinie chęci i odwagi można po prostu zmienić! Jak idiotyczną chorobą jest alkoholizm, na który ludzie pracują dłuuugie lata, by dokonać degeneracji na własne życzenie? A co z chorobą, która jest ponad nami?! Której nie da się ot tak wysmarkać jak najgorszy w życiu katar?!

Patrząc z tej perspektywy na historię Kariny, można dostrzec i uczyć się od niej! Siły, determinacji i przeogromnej chęci do życia, a mało tego spełniania marzeń, pomimo wszystko.

Jest fragment, który utkwił mi najbardziej w pamięci

Smutnym, ale jednocześnie budującym momentem jest część, w którym Karina opisuje swoje życie we Wrocławiu. O nieprzyjemnościach, jakie zafundowali jej najbliżsi współpracownicy. Ten fragment aż woła o to, by spojrzeć na siebie i zastanowić się. Czy ja także, kiedyś z większą lub mniejszą premedytacją nie sprawiłam komuś bezmyślnej przykrości? Czy mam w sobie siły, by powstrzymać kogoś innego, wulgarnie obrażającego kogokolwiek? Dla mnie ten fragment okazał się mocno znaczący. Kilka tygodni temu miałam okazję poznać kilka niepełnosprawnych osób, podróżników, którzy w swoim życiu osiągnęli więcej niż nie jeden pełnosprawny.

To nie jest książka o litowaniu się nad sobą, o oczekiwaniu pochwał „bo ty jesteś taka twrada”. To jest po prostu motywator do działania, by swoje życie przeżyć jak najpiękniej, pomimo wszystko!

Zainteresowani książką? Dostępna jest na zamówienie w EMPIKU. Osobiście zachęcam też do odwiedzenia Facebookowego profilu Kariny TAKA JA MARYNARZA

Czytajcie i motywujcie się!