o tych bliższych i daszych podróżach

motocyklem przez życie – karolina frytarda dudzik

MOTOCYKLISTO! kim jesteś?

006

Sezon w pełni, pogoda dopisuje, więc w sieci aż roi się od artykułów dotyczących „motocyklistów”. Bohaterowie tych newsów przemierzają główne ulice miast z zawrotną prędkością, robiąc slalom między ludźmi kończący się wyścigiem z policją. Odnoszę nawet wrażenie, że tego typu materiałów jest w Internecie więcej niż w poprzednich latach.

Owszem takie rzeczy się wydarzają, sama czasem jestem świadkiem wariackich zachowań. Ale uwagę moją skupiło, co innego. W większości przypadków, niczym małym druczkiem, na końcu dopisane… że bohaterami są młode osoby, czasem nieletnie, ale przede wszystkim nieposiadające uprawnień do prowadzenia motocykla. Taka ot, nieistotna informacja, że ktoś nie posiadał uprawnienia. Wielu czytelników, nie doczytuje tej informacji, tylko przeglądając krzykliwe tytuły z serii: „MOTOCYKLISTA JECHAŁ 180 KM/H PO MIEŚCIE I ZŁAPAŁA GO POLICJA” otrzymuje zakłamany obraz motocyklisty.

Słowo klucz

Do refleksji zmusiła mnie ta reguła, że „motocyklistą” nazwana jest osoba, nie posiadająca uprawnień do kierowania motocyklem, a często też nieposiadająca motocykla (przecież na ów teatralny wyjazd można pożyczyć R1 od kolegi z podwórka). Motocyklistą nazywany jest też tzw. „plecaczek” – pasażer motocykla. Czyli idąc dalej tym tropem WSZYSCY JESTEŚMY MOTOCYKLISTAMI. Przecież pasażerem może być każdy. Zatem kolejny mój wniosek nasuwa się sam. Osoba, która obraża motocyklistów bezpośrednio czy też nazywając ich: wariatami, samobójcami, dawcami nerek, itp. obraża też samego siebie. Przecież taka osoba, jest potencjalnym pasażerem motocykla, a pasażer też jest motocyklistą.

Wróćmy jednak do naszego przypadku motocyklowych newsów, zalewających media. Ktoś kiedyś rzucił proste hasło (bo właściwie nie wiadomo ani kiedy, ani kto) i błędnie motocyklistą nazwał pirata drogowego, do tego bez uprawnień, poruszającego się na motocyklu. A określenie, nie wiadomo czemu zostało ogólnie przyjęte. No chyba, że abstrahując od posiadania bądź nie uprawnień, motocyklistą stajesz się w momencie korzystania z motocykla? Czyli siedząc czy też jadąc (nie ważne czy jako kierowca, czy jako pasażer) jesteś motocyklistą a schodząc z niego, już nie. Przeanalizujmy więc przypadek…

…pani Krysi i pana Wojtka.

Pani Krysia i pan Wojtek są sąsiadami. W oko wpadli sobie już jakiś czas temu. Pan Wojtek jest szczęśliwym posiadaczem GS 1150, przejechał kawał świata i jest odpowiedzialnym motocyklistą. Pani Krysia w końcu przełamała się i siadła na motocykl swojego sąsiada. Wreszcie stała się prawdziwą motocyklistką, w końcu siedzi na motocyklu. Nasi bohaterowie ucięli sobie krótką pogawędkę. Pani Krysia na motocyklu czuła się wspaniale. Pan Wojtek naładowany szczęściem, jakie sprawił Pani Krysi pobiegł nieopodal do garażu. Po aparat, żeby uwiecznić tą chwilę. Pani Krysia chciała w ten czas zrobić niespodziankę panu Wojtkowi. Musiała jednak zejść z motocykla, choć pan Wojtek prosił, by tego nie robiła pod jego nieobecność. Pech chciał, że akurat w czasie kiedy zsiadała niechcący trąciła stopkę. Nie utrzymała spadającego na nią GS, niedoświadczona nie wiedziała co zrobić. Nasza bohaterka złamała nogę.

Świadkiem całej sytuacji był dziennikarz lokalnej gazety, który akurat przejeżdżał obok pani Krystyny. Zmuszony gwałtownie zahamować, ponieważ bał się, że kobieta wpadnie mu pod koła samochodu. Dzień później pojawia się artykuł zatytułowany: „NIEGROŹNY WYPADEK MOTOCYKLISTKI NA OSIEDLOWEJ DRODZE”, w którym nasz dziennikarz opisuje przypadek pani Krystyny. Przy okazji poruszając temat, że kobieta siedząca na motocyklu nie posiadała uprawnień. A także wyrażający opinię, że właściwie to kobiety w ogóle nie powinny jeździć motocyklami…

Społeczeństwo otrzymało kolejny obraz motocyklistki na litrze, która pomyliła się z powołaniem. Problem tylko w tym, że Pani Krysia nie była motocyklistką (jeszcze :)).

Motocyklisto! Kim jesteś?

Długo zastanawiałam się, kim właściwie jest motocyklista. Czy motocyklistą jest tylko osoba, która rocznie pokonuje 25 000 km, na swoim sprzęcie i podróżuje? A może taka, która jest obecna, na każdym zlocie motocyklowym? Albo, by móc nazywać się prawdziwym motocyklistą, należy być członkiem klubu motocyklowego, ale tylko takiego zrzeszonego w kongresie? Czy może motocyklistą jest ten, kto nie jeździ motocyklem, ale buduje… customy albo zwyczajny mechanik motocyklowy? Czy może sprzedawca w sklepie, który ma do czynienia, z nowościami oraz ogromną wiedzę teoretyczną? To nic, że brak mu praktyki. Albo… wystarczy zdać prawo jazdy A i nie ważne czy się jeździ, czy też nie, przecież jest się motocyklistą! Czy jednak prawdziwy motocyklista to ten, który ma za sobą kilka szczęśliwie przejechanych sezonów i nie wychyla się z tłumu. Praktyczną i teoretyczną wiedzą chętnie dzieli się z innymi. Tylko uprawnień mu brak… bo jakoś nigdy nie chciało robić!? Poza tym, dlaczego motocyklistą nie może być plecaczek? Czy jest więc jedyna i słuszna definicja tego słowa? Choć, ciężko mi jednoznacznie określić, kto jest motocyklistą…

… wiem kto nim nie jest!

Motocyklistą nie jest przypadkowy Kowalski, który zapierdziela ile fabryka dała, bez uprawnień i na pożyczonym sprzęcie. Od razu wyjaśnię, kim jest taka osoba. Otóż, to zwykły… idiota (nie mylić z motocyklistą!), który znalazł się przypadkiem za kierownicą motocykla.

Nie chciałabym, żeby społeczeństwo błędnie kształtowało obraz motocyklisty. Motocykle, to coś więcej, niż sam środek transportu, to pasja, symbol wolności a dla wielu nawet cała filozofia. Temat tak obszerny, że głupotą byłoby to wszystko zniszczyć, przez kretynów, którzy nie potrafią docenić istoty „motocyklizum”.

Kończąc optymistycznie życzę samej tolerancji na drogach i wyrozumiałości w zetknięciu z motocyklistami. Tymi świadomymi i tymi, którzy nawet nie wiedzą, że nimi są. Pani Krysi powrotu do zdrowia i wielu przejechanych kilometrów wraz z panem Wojtkiem na GS.

Szerokości!