o tych bliższych i dalszych podróżach

motocyklem przez życie – karolina frytarda dudzik

Frytarda & Ossoman Karpaty Expedition on MOTO i CYCLE 2012

082aa
  • Ty, Fryta a może by tak pojechać wzdłuż Karpat do Rumunii?
  • Noo! Tam w ogóle jest najlepsza trasa na moto
  • No ale ja to bym wolał na rowerze…
  • A sam se jedź na rowerze…
  • Dobra namówiłaś mnie. To zrobimy tak. Ty sobie pojedziesz na motórze i weźmiesz wszystkie graty, a ja pocisnę na rowerze.
  • Yyyyy…. W sumie czemu by nie.

Tak się zaczęło, a teraz trzeba przejść do rzeczy. Zatem odpalamy projekt: Frytarda & Ossoman Karpaty Expedition on MOTO i CYCLE 2012.

Jest to jedna z tych rzeczy, na które ludzie z najbliższego otoczenia i nie tylko, reagują pytaniami typu: gdzie? po co? na rowerze? na ile? Ale nakręca nas to jeszcze bardziej, by zrobić coś nietypowego.

Jakoś tak wyszło, że poznaliśmy się lat temu… chyba dwa i to zupełnie przypadkiem. A przypadek ten trochę namieszał, w już dość pokręconym, życiu. Narodził się pomysł wspólnego podróżowania i podbijania świata.

29 sierpnia 2012 roku startujemy w swoją pierwszą lekko niezrównoważoną, odrobinę niezorganizowaną, trochę zakręconą i delikatnie popapraną podróż jednośladami wzdłuż Karpat. Mamy nadzieje, że będzie ona dopiero początkiem dziwnych wypraw.

Coś więcej o samym projekcie?

Wyjazd jest dość nietypowy. Główne założenie to pojechać do Rumunii przez Karpaty . Choć obydwoje z Ossomanem uwielbiamy jednoślady, to coś nas różni. On – rower, ja – motocykl.

Właśnie w takim zestawie ruszamy od polskich Bieszczad przez ukraińskie Zakarpacie aż po góry Fogaraskie. Przebijemy się przez Ukrainę, Rumunię, Węgry i Słowację. Punktem kulminacyjnym wyjazdu jest trasa Transfogarska.

Dziennie planujemy pokonywać około 150 km. Osso ma po prostu jechać, przebijać się rowerem przez góry, zdobywać szczyty i zwiedzać świat okiem roweru. Ja za to mam trochę inną funkcję. Dla mnie i Fazra 150 km to nie jest szczyt wysiłku, ale… To my będziemy wozić wszystkie graty. Będę szukać noclegów, robić zaopatrzenie, rozbijać obozowisko i gotować, jak się zachce. No i opisywać wyprawę trochę babskim spojrzeniem, ale przede wszystkim z perspektywy motocykla. Po drodze zamierzam jeszcze poszukać Draculi i zwiedzać. Czyli robić to wszystko, na co nie miałam czasu, siedząc dziennie ponad 500 km w siodle.

Liczymy na Wasze wsparcie i delikatny doping w wyprawie. Trochę w moim pamiętniku, trochę na Facebooku będziemy informować (postaramy się na bieżąco 😀 ) o kolejnych przygotowaniach. A pod koniec sierpnia ruszymy z dziennikiem podróży.

Tymczasem swoje nosy kierujemy w stronę mapy i ustalamy kolejne szczegóły….